Archiwum 15 czerwca 2002


cze 15 2002 wiezienie....ja nie chce :(((((
Komentarze: 1

Osadzili mnie, wiedzieli skurwiele czego najbardziej nie lubie i taki tez dostalam wyrok...kurwa...ale napisze od poczatku...

poniedzialek: poszlam na rozprawe bo dreczyly mnie wyrzuty sumienia, towarzyszyl mi moj adwokat ale nie wpuszczono go na przesluchanie z sedzia, uznala ze jestem juz na tyle dorosla ze powinnam radzic sobie sama...i dobrze...

Po chwili znalazlam sie na rozprawie...w sumie ta sedzina malo mowila...nie okreslila dokladnie ile mam siedziec, ale wiedzialam ze jest zle...bylo widac po jej spojrzeniu,glosie i wyrazie twarzy kiedy przedstawilam jej dowody...

Wyrok w zawieszeniu: dozywocie...zalamalam sie, bo w pt i w sobote szykowalismy nastepny skok...a tu kicha...i kurwa wszystko poszlo sie jebac...

Jak wiecie wczoraj byl pt wykonali skok beze mnie...jeszcze nie wiem jak im poszlo, ale podejrzewam ze swietnie...nawet nie chce dzwonic i sie pytac...bo sie wkurze jak uslysze to co juz wiem....

Poza tym w srode zostalam umieszczona w izolatce...zakneblowano mi usta i nie moglam nic mowic...

W srode dostalam zezwolenie na widzenie, ale po nim bylo jeszcze gorzej, ludzie zwalili sie hurtem...przechodzili jedni po drugich...bylo spoks, ale wieczor przyniosl kare za ta chwile przyjemnosci...nastepnego dnia zostala ona wymierzona...

    Pewnie sie dziwicie, ale tak wlasnie jest...

Napisze moze sprostowanie dla tych mniej kumatych co nadal nie wiedza o co loto...

rozprawa, przesluchanie- wizyta u lekarza

wyrzuty sumienia, dowody- objawy zewnetrzne, ataki kasztu, kataru, nieopisany bol gardla

sedzina- pani doktor

wyrok- czas odsiatki chorobowej....blizej nie okreslony, aczkolwiek po dzisiejszym stanie mojego zdrowia moge stwierdzic ze sie przedluzy

moj adwokat- moja rodzicielka, w skrocie mama

skok w pt- impreza osiemnastkowa ludzi z mojej klasy...na ktora kurwa chcialam isc bo mialam zajebisty stroj wymyslony...

skok w sobote- impreza osiemnastkowa Ewy w formie ogniska....i nawet Darka nie bedzie wiec nie musialabym bronic sie przed molestowaniem....

izolatka- utrata glosu, przez caly dzien maxymalny dzwiek jaki z siebie wydawalam to byl szept

zezwolenie na widzenie- odwiedziny znajomych, ne serio przychodzili jedni po drugich, ale milo bylo...

       Marek planowal ze dzis mnie odwiedzi, ale nie wyszlo...i tak nie chcialabym zeby widzial mnie w takim stanie....chociaz juz kiedys widzial mnie w gorszym (wtrakcie krzyku, placzu i czegos w stylu zalamania nerwowego). O dziwo nadal utrzymuje, ze mnie kocha..Okropnie bym sie cieszyla gdyby przyjechal, ale gdybym byla zdrowa...bo tak to bez sensu...caly czas mam katar, kaszel, psikam, kicham itd....juz tydzien.....ja juz w tym domu oszaleje...dobrze ze dzis ma Szymon przyjsc i Malina, bo juz mi sie dni myla od kiedy tu siedze....

Noramlnie to ja wpadam do domu zazwyczaj ok 18 kiedy uda sie wrocic ze szkoly (ktora najczesciej konczymy ok 15) zjadam cos...i albo lece na jakis kurs, jazde...albo siadam do lekcji....miedzy ktorymi robie sobie godzinna lub kilkugodzinna przerwe na sluchanie muzy, czytanie czegos normalnego ( nie lektur), siedzenie przy kompie....ale w sumie po co ja o tym pisze, jesli juz jest koniec roku...tylko ze w pon pewnie by chciala mnie pytac z polaka...ale mnie sie juz nie chce uczyc...na maxa....ale jednoczesnie nie chce miec 3 bo wiem ze umiem na wiecej...

Bosz nawet nie wiecie jak ja sie mecze...normalnie to malo bywam w domciu, nie zebym nie lubila, ale to nie lezy w mojej naturze po prostu...a teraz ile to juz dni, ile godzin...a poprawy stanu mojego zdrowia ni widu ni slychu...jesli jutro bedzie tak samo to w pon ide do lekarza...i wale juz ta szkole....licze na dobry los i na sprawiedliwosc nauczycielki, a raczej jej niespraweidliwosc, bo z ocen mi 4 nie wychodzi niestety...no ale gdyby wziela pod uwage to ze sie zglaszam i ejstem aktywna...bylabym jej na maxa wdzieczna za 4, bo i tak mam slabe ocenki...a ucze sie tak samo jak keidys...no coz taki los...raz jestes w lasce u nauczyciela a raz nie....

forget-me-not : :